sobota, 28 października 2017

27. Gwiazdy, które spłonęły - Melissa Falcon Feld

Okładka książki Gwiazdy, które spłonęłyTytuł: Gwiazdy, które spłonęły
Autor: Melissa Falcon Feld
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Ilość stron: 376
Data wydania: 20 października 2017 r.
Kategoria: literatura obyczajowa, romans



Kiedy zobaczyłam tę książkę i przeczytałam jej opis od razu pomyślałam: to dla mnie! Naprawdę zainteresowała mnie swoim opisem, ponieważ zdecydowanie różniła się od wszystkich innych książek, które wcześniej czytałam. Chciałam takiej odskoczni od młodzieżówek. Od imprez, duchów, wampirów, wilkołaków, magicznego światu. Tak bardzo nie mogłam się jej doczekać, a kiedy w końcu znalazła się w moich rękach i zaczęłam kartkować strony... No właśnie... 

Claire jest kobietą, która w całości powierza się rodzinie. Stara się być przykładną żoną, najlepszą matką i przy tym jeszcze kobietą, z której inne mężatki z miasta powinny brać przykład. Można by było stwierdzić, że jest to rodzina idealna. Niestety, nie wszystko wygląda tak, jak widzą to inni ludzie. W domu Claire jest przemęczona, jej mąż jest pracoholikiem, a czas spędzony z synkiem zaczyna doprowadzać ją do obłędu, które powodują mroczne myśli w jej głowie. Kobieta pragnie wrócić do młodzieńczych lat, a wtedy na swoim Facebooku dostaje wiadomość od swojej dawnej miłości. 

"Szliśmy obok siebie, lecz podążaliśmy dwiema różnymi ścieżkami. Nie byłam w stanie wyobrazić sobie momentu, w którym nasze drogi znów mogłyby się przeciąć."

Przyznaję, że powieść na początku przypadła mi do gustu. Nawet się wciągnęłam. Autorka miała przyjemny język, który tylko powodował, że szybciej się czytało. Mimo wszystko po pewnym czasie zorientowałam się, że czytam już na siłę. Owszem, historia jest - tak myślę - nie przewałkowana tysięcy razy i naprawdę może zaciekawić. Występuje w niej wątek psychologiczny, który jest dobrze rozwinięty, a momentami nawet przyprawia o szybsze bicie serca. Tajemniczy Dean może zagrać nam na nerwach, albo sprawić, że poczujemy od samego początku dziwne uczucie, które podpowiada nam, że powinniśmy go przepędzić z życia bohaterki. Podobało mi się to, że teraźniejs zość autorka przeplata z przeszłością. Dzięki temu czytelnik jest w stanie bardziej zrozumieć Claire i jej postępowanie. A czasami naprawdę nie rozumiałam tej kobiety.  

"Jesteśmy jak komety. Zostawiamy za sobą pył naszego życia, który wciąż do nas powraca."

Podsumowując. Gwiazdy, które spłonęły jest historią o niespełnionych ambicjach, o idealnej rodzinie, która nie jest tak idealna jakby się wydawało, o dawnej miłości, która może rozpalić żar w każdej chwili życia bohaterki oraz o tym, że całe nasze życie może runąć w każdej sekundzie. Osobiście mi nie przypadła ona do gustu. Męczyłam się podczas czytania i czasami robiłam sobie kilka dni przerwy. Być może to kwestia gustu, a może czegoś innego. Myślę jednak, że książka dla miłośników tego gatunku może być jak najbardziej świetna. 


Ocena: 4/10



Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu!


Wydawnictwo Kobiece

poniedziałek, 9 października 2017

26. Przedpremierowo! Lab girl - Hope Jahren

Okładka książki Lab Girl. Opowieść o kobiecie naukowcu, drzewach i miłościTytuł: Lab girl
Autor: Hope Jahren
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Data wydania: 21 PAŹDZIERNIKA 2017 R.
Kategoria: biografia/autobiografia/pamiętnik



Nie mam zamiaru ukrywać, że rozszerzona biologia nie jest moim ulubionym przedmiotem - zwłaszcza, kiedy w roli głównej góruje ekosystem, roślinność. Po prostu nienawidzę pogłębiać w tym swoją wiedzę, ponieważ zdecydowanie bardziej interesuję się genetyką, czy anatomią człowieka. Istnieje jeszcze jedna rzecz, której nienawidzę tak samo jak nauka związana z roślinnością - uczenia się o tym ze szkolnych podręczników. Dlatego postanowiłam, że będę pomagać sobie książkami związanymi z tą tematyką (np. Sekretne życie drzew). Przeglądałam więc różne strony związane z tego typu książkami i trafiłam na Lab girl. Dlatego, gdy dowiedziałam się, że mam okazję dostać egzemplarz do recenzji od razu się zgodziłam. Pomyślałam, że będzie to coś przyjemnego z pożytecznym... 

Opowieść o kobiecie, która w bardzo młodym wieku zakochała się w botanice. Jako mała dziewczynka przebywała w laboratorium swojego ojca i z fascynacją pogłębiała swoją wiedzę dotyczącą świata roślin, gleb i nasion. Autorka opisuje w książce również swoje wzloty i upadki. Pokazuje swoją determinację oraz to, co można osiągnąć, gdy pielęgnuje się swoją pasję. Dodatkowo Hope Jahren porusza temat ludzkiej przyjaźni i miłości. 

"Miłość i nauka są do siebie podobne pod tym względem, że nigdy nie idą na zmarnowanie."

Już na samym początku spodobał mi się styl pisania autorki. Jest lekki i przede wszystkim czytelnik może poczuć się tak, jakby to on rozmawiał z Hope Jahren. Myślę, że to zdecydowany plus jeżeli chodzi o taki gatunek literatury. Autorka w ciekawy sposób wprowadza nowe wątki ze swojego życia. Z ciekawością można obserwować jej życie, które kręci się wokół botaniki. Książka rozkręca się z każdym kolejnym rozdziałem. Nabiera jaskrawszych barw, kiedy w życiu kobiety pojawia się mężczyzna o imieniu Bill. W tym momencie jesteśmy świadkami wędrówki dwójki naukowców, między którymi zaczyna kwitnąć romans. 

"Ludzie są jak rośliny: rosną w stronę światła. Wybrałam nauki przyrodnicze, ponieważ dawały mi to, czego potrzebowałam: dom w dosłownym tego słowa znaczeniu, czyli z definicji bezpieczne miejsce."

Muszę przyznać, że czytając tę książkę można odpłynąć w zupełnie inny świat. Atmosfera tej pozycji jest naprawdę magiczna. Nie wiem czy to dobre określenie, ale osobiście, gdy czytałam Lab girl czułam się tak, jakbym miała odpłynąć w miejsce gdzie panuje kompletna cisza, a jedyne co mogę robić, to skupić się na roślinności. To było po prostu niesamowite. Jednak muszę przyznać, że w bardzo wielu momentach musiałam odpocząć kilka minut od książki, ponieważ najzwyczajniej w świecie czułam znużenie. Tak jak wspominałam - ta tematyka nie jest po prostu dla mnie. Nie zmienia to jednak faktu, że książka jest godna polecenia, zwłaszcza osobom, które gustują w takiej tematyce. 



Ocena: 7/10 



Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu!


Wydawnictwo Kobiece

piątek, 29 września 2017

25. Dary Anioła. Miasto kości - Cassandra Clare

Okładka książki Miasto kościTytuł: Miasto kości
Autor: Cassandra Clare
Cykl: Dary Anioła
Wydawnictwo: Mag
Data wydania: 28 sierpnia 2013 r.
Ilość stron: 512
Kategoria: fantastyka



Doskonale pamiętam szał, który wywołała książka spod pióra Cassandry Clare. Był to czas, kiedy jeszcze nie za bardzo przepadałam za czytaniem książek odpowiednich do mojego wieku. Abyśmy się dobrze zrozumieli - unikałam szerokim łukiem książki młodzieżowe, zwłaszcza fantastykę. A kiedy w owej fantastyce pojawiał się romans, to już w ogóle miałam ochotę spalić taką książkę. Jednak nadszedł moment, że zobaczyłam całą serię na półce w bibliotece. Stwierdziłam, że czas najwyższy ogarnąć o co tak naprawdę chodzi. Dlaczego wszyscy to tak kochają? Wypożyczyłam. Przeczytałam. I do tej pory wracam do niej z bardzo miłą chęcią. 

Clary jest zwykłą nastolatką, która mieszka ze swoją mamą. Nie ma ojca, bo jak jest przekonana, zginął on dawno temu. Jednak nie są kompletnie same. Clary ma przy sobie wiernego przyjaciela Samona, a mama Jocelyn - matka Clary - ma ciągłe wsparcie z Luke'u (wybaczcie, jeżeli źle to odmieniłam). Spokojne życie nastolatki wywraca się do góry nogami, kiedy w jednym z klubów widzi dziwną paczkę ludzi, którzy dokonują morderstwa na dziwnej postaci. Od tamtej pory Clary zostanie wciągnięta w dziwny wir jeszcze dziwniejszych historii. 

"W tym momencie drzwi się otworzyły, a Jocelyn wydała cichy okrzyk.
– Jezu!
– To tylko ja – odezwał się Simon. – Choć już mi mówiono, że podobieństwo jest uderzające."

Do tej pory pamiętam jak całymi dniami siedziałam nad każdą częścią tego cyklu. Pierwszy tom wciągnął mnie na tyle mocno, że nie potrafiłam się od niego odciągnąć nawet w nocy. Pamiętam te krzyki rodziców, kiedy zamiast smacznie spać ja leżałam pod kołdrą z latarką czołową taty i przewracałam kolejne kartki. Miasto kości jest zdecydowanie tą książką, która może cię rozbawić, wzruszyć, zirytować i wkurzyć na maksa za jednym razem. Jest nieprzewidywalna (no dobra, są małe wyjątki), ciekawa i przede wszystkim autorka wplata w prawie wszystkie sytuacje jakieś śmieszne dialogi, czy zdarzenia. To naprawdę pomaga w odbiorze. Do tej pory zdarza mi się parsknąć śmiechem, kiedy czytam powalające wypowiedzi Jace'a. 

"[...]
– Zgadywałeś? Musiałeś być dość pewien, zważywszy na to, że mogłeś mnie zabić.(...)
– Byłem pewny na dziewięćdziesiąt procent.
– Rozumiem.
Ton jej głosu sprawił, że Jace obrócił się i na nią spojrzał. Spoliczkowany, aż się zachwiał. Złapał się za twarz, bardziej z zaskoczenia niż z bólu.
– Za co to było, do diabła?
– Za pozostałe dziesięć procent – powiedziała Clary."

Polecam książkę każdemu, kto jest spragniony lekkiej, przyjemnej w odbiorze, ale również ciekawej i wciągającej pozycji. Pomimo tego, że jest to książka skierowana do młodzieży, to myślę, że nawet tym starszym przypadnie ona do gustu. Moim zdaniem jest to historia oryginalna i odbiegająca od typowych młodzieżówek o wampirach, których w tamtych czasach (czyt. lata 2010-1014) było od groma. Świat przedstawiony przez Cassandrę Clare to świat Nocnych Łowców, ale znajdziemy w niej także wiele innych stworzeń. Uważam, że Clare zrobiła kawał dobrej roboty, dlatego z przyjemnością wracam po kilka razy do świata Clary. Po prostu - jeżeli ktoś jeszcze nie czytał - polecam z całego serca! 



Ocena: 10/10

wtorek, 26 września 2017

Coraz bliżej święta... W Wydawnictwie Kobiecym już pachnie świętami! - zapowiedzi książek + notka

Pomimo tego, że mamy dopiero koniec września Wydawnictwo Kobiecie już myśli o najlepszym (tak myślę) czasie drugiej połowy roku. Święta Bożego Narodzenia to nie tylko okazja do spędzenia czasu z rodziną, zadumy nad tym pięknym cudzie w Betlejem, ale również czas do obdarowywania siebie nawzajem skromnymi prezentami. 

A skoro mowa o prezentach, to uważam, że dla nas - książkoholików - oczywiście najlepszymi prezentami są książki. Chciałabym, abyście zapoznali się z trzema tytułami, którymi będzie można obdarować swoich najbliższych w cudowny czas świąt ;) 

1. Psiego najlepszego - W. Bruce Cameron

Obraz w treści 1

Kolejna cudna książka bestsellerowego Camerona, autora kinowego "Był sobie pies". Życie Josha wywraca się do góry nogami gdy pewnego dnia poznaje Lucy – ciężarną suczkę, która szuka domu. Głębokie spojrzenie brązowych oczu pełnych czułości nie pozostawia mu wyboru. Mimo braku doświadczenia i początkowej niechęci Josh decyduje się zająć suczką i jej szczeniętami najlepiej jak potrafi. Poszukując pomocy w schronisku, poznaje kolejną kobietę, która odmieni jego życie – piękną Kerri.


2. Świąteczne marzenie - Amanda Prowse 

Obraz w treści 2

Urokliwa opowieść o spontanicznym uczuciu, które otula dwoje ludzi w świątecznej scenerii. Meg zawsze marzyła o perfekcyjnych świętach i ma plan takie sprawić swojemu małemu synkowi. Co z tego, że na idealnym obrazku brakuje męża? Jednak kiedy kobieta spotyka intrygującego Edda zaczyna czuć potrzebę mężczyzny przy boku w tym wyjątkowym dniu. Problem w tym, że architekt mieszka aż za oceanem… Czy Meg odważy się ruszyć w pogoń za głosem serca? Ciepła i poruszająca opowieść o miłości osadzona w świątecznym klimacie Nowego Jorku, pióra niezrównanej Amandy Prowse.


3. Oświadczyny - Tasmina Perry 

Obraz w treści 3

Romantyczna podróż w czasie z olśniewających balów debiutantek w Londynie na przykryte zimowym puchem ulice współczesnego Manhattanu. Niepoprawna romantyczka Amy nie ma nic do stracenia, kiedy tuż przed Bożym Narodzeniem porzuca ją ukochany i zostaje całkiem sama tysiące kilometrów od rodziny. Odpowiadając na ogłoszenie o osobę do towarzystwa dla tajemniczej starszej pani, nie spodziewa się, że odkryje namiętną historię, która czekała pięćdziesiąt lat, zanim ktoś ją opowie. Wkrótce Amy wyrusza do Nowego Jorku w towarzystwie ekscentrycznej Georgii Hamilton. Dystyngowana dama nie tylko zaczyna udzielać dziewczynie lekcji dobrego stylu, ale odsłania przed nią bolesną historię z przeszłości. Czy miłość to siła tak potężna, aby wzniecić wspomnienia dni, które minęły dawno temu?
















Od razu kilka słów ode mnie... 
Nie da się nie zauważyć, że w ostatnim czasie na blogu pojawiło się bardzo mało recenzji, ale wszystko spowodowane jest szkołą, w której aktualnie mam dużo nauki. Jednakże! Wszystko powoli "ogarniam", więc mogę zapewnić, że blog od października ponownie zacznie tętnić życiem! :) 





sobota, 2 września 2017

24. Trzy i pół sekundy - Amanda Prowse

Okładka książki Trzy i pół sekundyTytuł: Trzy i pół sekundy
Autor: Amanda Prowse
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Data wydania: 9 czerwca 2017 r.
Ilość stron: 304
Kategoria: literatura współczesna



Na samym początku chcę tylko ogłosić, że tak, wróciłam! Nie było mnie tu cały miesiąc, a wytłumaczenie jest jedno. Chciałam sierpień spędzić na wyjazdach, spotykaniu się z przyjaciółkami i nadrabianiu seriali, tak więc nie przeczytałam absolutnie ani jednej książki... no, po za jednym, małym wyjątkiem. Czasem mam ochotę sięgnąć po coś innego. Nie przepadam, a raczej nie sięgam często po książki typowo kobiece. Jednak, kiedy Wydawnictwo Kobiece zaproponowało mi Trzy i pół sekundy stwierdziłam, że może to być całkiem dobra powieść. I nie myliłam się co do tego ani trochę. 

Grace i Tom to idealne małżeństwo. Tego nie może im zarzucić nikt spoza ich otoczenia. Przykładna matka, która stara się dogodzić dwójce najważniejszych ludzi w jej życiu. Wspaniały ojciec, który nie widzi świata poza swoją maleńką córeczką. Idealnie, prawda? Jednak nikt nie wie, że za kilka dni w ich życiu wtargnie huragan, który zburzy porządek w perfekcyjnym życiu rodziny. 

"Kiwam tylko głową, wyłączam się i nie słucham. Nie dbam o to, przez co przechodzili inni. Nie jestem w stanie. I nikt do końca nie wie, przez co ja przechodzę, nawet jeśli wydaje mu się, że to rozumie." 

Pamiętam uczucie, kiedy zaczęłam czytać tę książkę. Przez kilka stron miałam wrażenie, że jestem tam z tą dwójką ludzi. Przyglądam się Grace, która jest zazdrosna o swoją córkę. Patrzę na Toma, który je ciasteczka przygotowanie przez małą pociechę. Myślę, że to idealnie obrazuje sposób w jaki pisze autorka. Historia również jest bardzo, ale to bardzo ciekawa. Myślę, że nie codziennie można się zetknąć z powieścią dotyczącą choroby jaką jest sepsa. Osobiście byłam bardzo tego ciekawa. I tak, przyznam się. Nie miałam o tej chorobie zielonego pojęcia. Autorka sama przyznała, że właśnie dlatego ta książka powstała. Moim zdaniem był to świetny pomysł, a wykonanie jeszcze lepsze. Szybko się czyta (dobra, czasem miałam momenty, które niesamowicie mi się dłużyły, ale finał był taki, że później leciałam z kartkami i nawet nie zwracałam uwagi na to, że jestem już  w połowie książki), momentami zebrały mi się łzy w oczach, a na koniec nie wiedziałam co ze sobą zrobić. To, co robi z nami autorka powinno być zakazane! 

"Dziś w Wielkiej Brytanii sepsa zabije okołu stu osób. Sto rodzin straci kogoś bliskiego. Rodzin podobnych do mojej, podobnej do Waszej..."

Uwaga! Pytanie do osób piszących recenzje książek! Czy Wy również nienawidzicie "ten uczuć", gdy nie wiesz co masz napisać o danej książce, chociaż szargają Wami tysiące emocji? Bo ja właśnie to odczuwam i mam ochotę wyłączyć komputer i cisnąć nim o ścianę. 

Trzy i pół sekundy to zdecydowanie książka dla każdego. Nieważne czy jesteś w wieku nastoletnim, czy dorosłym. Nieważne czy jesteś kobietą czy mężczyzną. Uważam, że większość powinno po nią sięgnąć. Znajdziemy w niej nie tylko historię perfekcyjnego małżeństwa, które zostało dotknięte tragedią, ta książka nie mówi tylko o Tomie i Grace, którzy próbują ratować to, co zdążyli zbudować. Powieść mówi przede wszystkim o chorobie, która może przytrafić się każdemu. Bez względu na to jacy jesteśmy, jak wyglądamy, ile mamy lat. 

Podsumowując uważam, że Amanda Prowse stworzyła coś pięknego. Ta książka po prostu wyżera z nas wszystkie emocje. Szarga nami, a na koniec pluje nas w twarz i cieszy się tym, że udało jej się nam zniszczyć. Zdecydowanie polecam i zachęcam do jej lektury! 


Ocena: 10/10 


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu!

Wydawnictwo Kobiece

poniedziałek, 31 lipca 2017

23. Więzień labiryntu - James Dashner

Okładka książki Więzień labiryntuTytuł: Więzień labiryntu
Autor: James Dashner
Cykl: Więzień labiryntu
Wydawnictwo: Papierowy księżyc
Data wydania: 12 września 2014 r.
Ilość stron: 424
Kategoria: fantastyka/fantasy/science fiction



Swego czasu dużo o niej słyszałam. Była wszędzie. Najpierw książka, potem film. Ekranizacja była świetna, chociaż widziałam ją dopiero rok temu. Jednak kiedy się teraz nad tym zastanawiam, to nie wiem czy Więzień labiryntu (chodzi mi dokładnie o film) był tak popularny, ponieważ fabuła sama w sobie była ciekawa i oryginalna, czy może dlatego, że główną rolę zagrał Dylan O'Brien. Ja oczywiście nie będę Wam ściemniać i przyznam się, że film obejrzałam tylko i wyłącznie ze względu na aktora, którego swoją drogą pokochałam w serialu Teen Wolf. I mimo że obejrzałam tylko po to, aby sobie na niego popatrzeć, to w połowie zorientowałam się, że film naprawdę mi się podoba. Dopiero później przeczytałam książkę. Nie żałuję. W ogóle. 

Nastoletni Thomas budzi się w małym pomieszczeniu i nie pamięta kompletnie niczego. Po chwili może wyjść na świeże powietrze, ale jednocześnie orientuje się, że znalazł się w dziwnym, przerażającym miejscu. Teren jest otoczony murami, a jedynymi ludźmi tam są chłopcy mniej więcej w jego wieku, którzy posługują się dziwnym językiem. Dopiero później Thomas dowiaduje się, że stał się więźniem w labiryncie, z którego nie ma ucieczki. 

"Był to dziwny i niepokojący widok, zupełnie jakby stał na krańcu wszechświata, i przez krótką chwilę aż zakręciło mu się w głowie." 

Historia zaciekawiła mnie od samego początku. Dosłownie od pierwszych kartek. I tak, najpierw obejrzałam film, ale czytając kolejne strony w książce miałam wrażenie, że, jasne, już to kiedyś widziałam, ale czułam się tak, jakby ktoś opowiadał mi tą samą historię tylko że  winny sposób. Właśnie wtedy uświadomiłam sobie po raz kolejny jak ekranizacja może różnić się od książki. Styl Jamesa Dashnera jest bardzo przyjemny i nie tylko to ułatwia nam czytanie, ponieważ sama tematyka jest bardzo oryginalna i po prostu ciekawa. Było również kilka momentów, kiedy się roześmiałam, ponieważ śmiesznych sytuacji w książce również nie brakuje. Myślę, że autor zrobił kawał dobrej roboty. 

"Zawrzyj twarzostan."


Jednak największym plusem tej książki jest świat. Po prostu świat, który stworzył ten człowiek. Jeszcze nie spotkałam się z lekturą, w której tak dokładne opisy czytałoby się jak jakąś ciekawą encyklopedię. Przynajmniej ja miałam takie odczucia. Czytałam zdanie za zdaniem i chociaż niektóre momenty były długie, to mijały mi tak szybko, że sama byłam zdziwiona. Zazwyczaj męczę się przy długich oraz szczegółowych opisach - ale nie tym razem. Postacie również są bardzo fajnie wykreowane. Albo kogoś lubisz, albo kogoś nienawidzisz. Właśnie tak najłatwiej ich opisać. 

Nie będę dłużej rozwodzić się nad Więźniem labiryntu. Po prostu - jeżeli czytałeś, to daj znać w komentarzu jak Ci się podobała, a jeżeli nie, to jak najszybciej to nadrób, ponieważ książka jest naprawdę świetnie i ciekawie napisana. Zdecydowanie polecam każdemu. 


Ocena: 8/10 

wtorek, 25 lipca 2017

22. Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu - Regina Brett

Okładka książki Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiuTytuł: Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu
Autor: Regina Brett
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 7 listopad 2012 r.
Ilość stron: 320
Tłumaczenie: Olga Siara
Kategoria: publicystyka literacka i eseje


Bardzo często widziałam ją na półkach w księgarniach, śmigała mi przed oczami w zakładkach "polecane", ale jakoś nigdy nie odważyłam się po nią sięgnąć. Sama nie wiem dlaczego, ale właśnie tak było. Bałam się tego co mogę w niej znaleźć. Dopiero teraz, gdy moje życie wywróciło się do góry nogami jeżeli chodzi o sprawy duchowe, stwierdziłam, że CHCĘ! Chcę to przeczytać! Ale chęć, pozostała jedynie chęcią. Aż do dnia, kiedy odwiedziłam bibliotekę. Odwróciłam się przodem do pierwszego regału i automatycznie sięgnęłam po niebieski grzbiet książki. Okazało się, że w ręku trzymam Bóg nigdy nie mruga. Wreszcie miałam to uczynić... 

Książka składa się z pięćdziesięciu felietonów, które napisane zostały tak naprawdę przez życie autorki. Były one publikowane najpierw w gazecie, ale po pewnym czasie publikacje zamieniły się w książkę. Poza tym na samym początku lekcji było tylko czterdzieści pięć, czyli tyle, ile lat miała wtedy Regina Brett. Każda lekcja dotyczy czegoś innego, ale wszystkie mają ze sobą jedną wspólną rzecz - wszystkie są bardzo motywujące. 

"Nie przesadzaj. Świat się nie kończy. To tylko turbulencje. Samolot jest bezpieczny. Ma dobrego pilota. Siedzisz na właściwym miejscu. Trafiłeś po prostu na powietrzny wir. Poczekaj. To minie." 

Na samym początku, nie wiedząc dlaczego, nie mogłam się wgryźć w to, co próbowała przekazać nam autorka. Czytało mi się to szybko, ale tak samo szybko uświadamiałam sobie, że nie mam pojęcia co przed chwilą zdążyłam przeczytać. Kilka razy musiałam wracać się do lekcji, która jest podana na samym początku. Po każdym felietonie musiałam chwilę to przemyśleć, aby po prostu tego nie zapomnieć. Mimo tego uważam, że książka jest bardzo wartościowa. Warto ją przeczytać, ponieważ naprawdę bardzo motywuje, zachęca do pracy nad sobą a jednocześnie autorka dąży do tego, aby każdy z nas akceptował siebie i swoje życie. 

"Ale jeśli spotyka cię w życiu wiele trudności, to znaczy, że jesteś stworzony do tego, żeby im podołać."

Dopiero po pewnym czasie zorientowałam się, dlaczego nie rozumiem tego co czytam. Goniłam swoje własne myśli. Jestem przyzwyczajona do szybkiego czytania i zazwyczaj nie rozmyślam nad słowami, które pojawiają się na stronach kartek. Chcę po prostu dowiedzieć się: CO DALEJ?! W tym przypadku to tak nie działa. Jest to zdecydowanie najmocniejsza strona tej książki. Rozdziały, czyli lekcje, są bardzo krótkie. Niektóre spisane zostały jedynie na niecałych trzech stronach, ale to nie zmienia faktu, że podczas ich czytania powinno się zatrzymać. Zwolnić. Pomyśleć. Uświadomić sobie coś. Bóg nigdy nie mruga zaczęłam czytać w ciszy, gdy byłam sama w domu. Od razu zauważyłam zmianę. Musiałam przemyśleć to, co próbuje przekazać nam autorka. Zrozumieć po swojemu. Kilka razy złapałam się na tym, że kompletnie nie rozumiałam przytoczonej historii, ale kiedy chwilę nad nią pomyślałam waliłam sobie otwartą dłonią w czoło i śmiałam się sama z siebie. "Jak mogłaś tego nie zrozumieć?". 

Książka zdecydowanie dla wszystkich. Dosłownie. Nieważne czy wierzysz, czy nie. Moim zdaniem tytuł jest dosyć... nietrafny? Nie wiem jak to nazwać, ale po przeczytaniu go można wysnuć wnioski, że jest to kolejna książeczka dla osób wyznających Boga i Jego Syna. Otóż nie! (No dobrze, czasem wspomina o Bogu) Lekcje uczą wszystkiego: jak pokochać siebie, jak oszczędzać, jak zadbać o swoją przyszłość, jak pogodzić się z sytuacją, która poszła kompletnie nie po naszej myśli. Wszystko, naprawdę wszystko znajduje się w tej dosyć cienkiej książki jak na taką tematykę. Uważam, że każdy z nas powinien ją przeczytać. Sprawia, że się uśmiechasz i zauważasz jakie błędy popełniasz w swoim codziennym życiu. Po prostu: POLECAM. 

"Wierzę w słońce, nawet gdy nie świeci. Wierzę w miłość nawet gdy jej nie czuję. Wierzę w Boga nawet gdy milczy."


Ocena: 8/10

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia